Kiedy padał pierwszy śnieg w tym roku akurat przechodziłem przez nasz Bazarek. Wiadomo cała masa różnych dóbr do sprzedania i kupienia, kolorowe owoce, ubrania, kosmetyki itp. Przed wyjściem rzuciłem okiem na górkę. Części z niej już nie ma, ustąpiła miejsca placowi targowemu, zarosła trochę ale wzbudza fajne wspomnienia.
To była zaraz po „Łysej” najpoważniejsza górka w okolicy. Tutaj schodzili się saneczkarze „hardkorowcy”. Nie było żartów, stromizna stoku wzbudzała respekt. Osiągane prędkości i pęd pozawalały na zjazdy aż pod przeciwległe ogrodzenie. Czasem „ścinało się” przy okazji przechodniów, przemykających w stronę ulicy Błońskiej, pędząc z samej góry po często oblodzonym stoku sterowanie bywało niezbyt efektywne.

Jak śniegu napadało więcej budowało się w dolnej części stoku skocznie – obiekty dla najtwardszych z najtwardszych. Kiedyś uklepaliśmy taką krokiew, że znaczna część sprzętu nie będąc przygotowana do takich skoków, no może nie tyle do skoków co raczej lądowań nie przetrzymała do drugiej kolejki skoków.
Ta górka miała coś, czym nie mogła się poszczycić żadna inna, oświetlenie. W ferie jak udało się uprosić Rodziców to można było poszaleć dłużej, czasem aż do 19. Po kilku takich dniach bywało, że śnieg był rozjeżdżony do gołej ziemi.
Latem ten stok też cieszył się powodzeniem. W erze BMX’ów odbywały się zawody w zjazdach na łeb na szyję. Do wyścigu startowało nawet kilku zawodników
jednocześnie. Żółty piach zwalniał nasze pędzące maszyny a każde hamowanie
kończyło się efektownym lotem przez kierownicę więc technicznie nie było łatwo
za to zabawa echhh… Później zawsze były slalomy pomiędzy pachołkami z placu manewrowego, który mieścił się u podnóża stoku.
Górka bywała też na trasie naszych powrotów z „Budy” przesiadywaliśmy tam czasem
gapiąc się na początkujących kierowców samochodów, motorów i ciężarówek
ćwiczących uparcie za pomocą maluchów, starów i innych wsek.

Te czasy już minęły, bezpowrotnie, dziś nie ma górki takiej, jak kiedyś a
pewnie gdyby była nie stanowiłaby takiej atrakcji, jak wtedy, gdy padający śnieg wzbudzał z nią skojarzenia.
Niedawno ktoś w komentarzach pod jednym z artykułów napisał „… to se ne vrati…”




Bardzo fajnie ,ze wracacie takimi tekstami do lat dziecinstwa. Nie wiem jak inni ale mi ich cholernie brakuje...