Kiedy tylko ulice Wołomina pokrywał biały puch, każde dziecko z niecierpliwością oczekiwało pierwszego wyjścia na sanki. Wraz z tym jak biała kołdra pokryła okolice, każdy ze swoim "wyczynowym" sprzętem saneczkarskim wyruszał na najwyższe wzniesienie w okolicy - Łysą Górę.
Dla jednych to miejsce, w którym spędzili niezapomniane chwile swojego dzieciństwa. Dla innych to niczym himalajski ośmiotysięcznik K2, góra morderca, która często niepokornych saneczkarzy karała złamaniami i bolesnymi zbiciami.
Tajemnicza jest geneza nazwy "Łysa Góra". Otóż Łysa w rzeczywistości nie jest łysa lecz porośniętą gęsto przez sosnowy las. Być może miało to być nawiązanie do tej Łysej Góry, na której odbywały się sabaty czarownic. "Łysa" to także miejsce gdzie przez wiele lat kwitło życie towarzyskie Wołomina. Tak zresztą dzieje się do tej pory. Można zadać pytanie co w tym miejscu jest takiego niezwykłego?
Każdy, kto chociaż raz wdrapał się na jej wierzchołek nie będzie miał problemu z odpowiedzią. Widoki nie zapierają dechu w piersi. Nie można ich porównać z bieszczadzkimi czy beskidzkimi panoramami. Jest w niej jednak coś co przyciąga tam skutecznie wołominiaków od kilku pokoleń. Chętnie tam przychodzimy latem, zimą i na jesieni bo Łysa jest swoistym azylem. Siadając na jej wierzchołku, wpatrując się w Wołomin nie sposób oprzeć się wrażeniu, że chociaż przez moment jest się ponad tym wszystkim co nas otacza. Bo przecież miło jest czasem popatrzeć na wszystko z góry, prawda ... ?
Zimą Łysa staje się stolicą białego szaleństwa. Tłumy nieustraszonych saneczkarzy pokonują coraz to nowe granice niemożliwego śmigając z zawrotnymi prędkościami pomiędzy porastającymi zbocza drzewami. Wachlarz wiekowy trzeba przyznać jest szalenie szeroki. Od tych najmłodszych wołominiaków po ojców, dziadków, którym jazda na sankach sprawia wcale nie mniejszą frajdę niż ich pociechom. Może się to wydać mało wiarygodne i śmieszne dla niektórych ale Łysa to także kuźnia talentów narciarskich.
Gro moich znajomych a także kilku członków ekipy MyWolomin właśnie tam zdobywało pierwsze szlify narciarskie. Możliwości tras zjazdowych jest nieskończenie wiele i tak na dobrą sprawę to narciarz sam decyduje którędy poszusuje tym razem. Znajdziemy kilka łagodnych stoków na których bez problemu możemy rozpocząć swą przygodę z dwoma deskami.
Od pewnego czasu także snowboardziści nie stronią od Łysej. Budując skocznie i wszelakiej maści hopy ze śniegu dają upust swoim snowboard’owym szaleństwom. Czasami w okolicach góry można spotkać zimą amatorów narciarstwa biegowego. Okupują Oni pobliskie dróżki i różne dukty leśne.
Wiosną i latem Łysa staje się obowiązkowym punktem na mapie każdego rowerzysty. Tłumnie przybywają Oni by pośmigać trochę po zjazdach i pomęczyć się wjeżdżając pod górę. Żeby jeszcze bardziej urozmaicić sobie życie i dostarczyć większej dawki adrenaliny budują różnorakie przeszkody. Legendą wołomińskiego świata rowerowego są już dwa "dropy", które kiedyś budziły przerażenie wśród spacerowiczów i respekt wśród ich użytkowników. Drop to budowla przypominająca most na przepaścią. Tylko taki zbudowany do połowy. Zabawa polegała zeskoczeniu z dropa. Oczywiście trzeba się było odpowiednio napędzić a później... walczyć o życie. Łysa góra była świadkiem wielu odniesionych tam obrażeń, kilku połamanych ram, etc.
Na szczycie Góry znajdują się ruiny domu, w którym jak głosi legenda mieszkał rosyjski oficer. Nie wiadomo do końca z jakich przyczyn dom popadł w ruinę. Jeszcze kilka lat temu był on otwarty dla "zwiedzających". Można było wejść do piwnic czy zwiedzić balkony. Smaczku tej budowli dodaje fakt, że stała samotnie w lesie na szczycie góry. To bardzo pobudza ludzką wyobraźnię. Opowieści o mieszkańcach tego domu i związanych z nim legendach nie miały końca i chyba do tej pory są modyfikowane i uzupełniane o jakieś nowe "fakty". Swego czasu po naszym mieście krążyły opowieści o odbywających się tam czarnych mszach odprawianych przez satanistów. Czy to prawda, nigdy nie ustalono.
Kiedy przychodzą te upragnione ciepłe dni często okoliczni mieszkańcy spotykają się tam z różnych okazji. Czasem jest to "Dzień Wagarowicza" innym razem jakaś osiemnastka, pierwszy dzień wakacji czy też nie powodowane niczym poważniejszym spotkania.
Prócz zastosowania sportowego i towarzyskiego Łysa Góra to także cel spacerów wielu mieszkańców Wołomina. Wczesną wiosną czy też w letnie popołudnia Górę odwiedzają całe rodziny szukające chwili oddechu i spokoju od codziennych problemów i zmartwień. Dla małych dzieci to nie lada atrakcja. Jedno ze zboczy zostało kiedyś rozkopane przez firmę sprzedającą piach. Przerodziło się ono w ogromną piaskownicę w której maluchy bardzo chętnie "urzędują". Jak się później okazało, eksploatacja Łysej przez wspomnianą firmę nie była do końca mówiąc delikatnie w porządku. Wydobycie piachu i ciągłe podkopywanie doprowadziły do tego, że Łysej zaczyna ubywać. Nie dzieje się to w zastraszającym tempie ale któreś pokolenie nie uświadczy już tej samej wznoszącej się dumnie nad okolicą Góry.
Łysa można by rzec jest jedną z naszych lokalnych atrakcji. O każdej porze roku wołominiacy chętnie ją odwiedzają. Często jest tak, że rodzice, którzy spędzili jakiś fragment swego dzieciństwa i młodości na Łysej teraz przychodzą tam ze swoimi dziećmi, które w przyszłości będą prawdopodobnie robić to samo. Można zaryzykować stwierdzenie, że Łysa "wychowała" kilka pokoleń wołominiaków i myślę, że jest ono słuszne i sporo w nim prawdy. Łysa Góra jest po prostu fajna!

Częstymi gośćmi na Łysej są rodziny z dziećmi

Jedna z saneczkarskich tras zjadowych

Kościół pw. Św. Józefa Robotnika widziany z Łysej Góry

Kwitnący bez na Łysej. W tle ruiny domu.

Podejście na Łysą do najpopularniejszej jej strony

Północne zbocze Łysej. To tutaj stały dropy.

Rozkopane zbocze − widok z podnóża góry.

Ruiny domu na stałe wtopiły się w krajobraz Łysej Góry.

Ruiny widziane z innej perspektywy

Szczyt Łysej Góry

To jedna z trudniejszych tras saneczkowych. Tutaj jeżdżą twardziele.

Widok na rozkopane zbocze

Widok z Łysej Góry na Osiedle Sławek i wszędobylskie rybitwy zamieszkujące Białe Błota

Młody wołominianin w trakcie zabawy na Łysej




Jestem w miare nowym mieszkańcem Wołomina, i chętnie bym ją zobaczył.
Pozdrawiam
Marek
mieszkam w wołominie już ok. 18 lat ale nigdy tam nie byłam.
jak tam trafic???